Klątwa NSR

Narodowy Stadion Rugby w Gdyni okazał się kolejny raz niegościnny dla piłkarzy Świtu, którzy przegrali w meczu na szczycie III ligi z miejscowym Bałtykiem 2:1. Mimo tej porażki podopieczni duetu Ozga-Jabłonowski zachowali pozycje lidera rozgrywek, jednak przewaga nad resztą stawki stopniała do jednego punktu.

Przez całe spotkanie zauważalny był fakt, że boisko ze sztuczną nawierzchnią to nie warunki, w których Skolwinianie czują się najlepiej. Bałtyk natomiast przystąpił do meczu niezwykle zmotywowany, do pokonania lidera przed własną publicznością. W 18 minucie znakomitą okazję do otworzenia wyniku miał Adam Duda, jednak przegrał pojedynek sam na sam z Przemysławem Matłoką. Od tego czasu do 30 minuty zarysowała się przewaga miejscowych, którzy dochodzili do sytuacji głównie po dośrodkowaniach Mateusza Kołodziejskiego.

W ostatnim kwadransie pierwszej połowy przebudzili się przyjezdni, którzy przeprowadzili kilka ciekawych akcji, a w 39 minucie objęli prowadzenie po indywidualnej akcji Krzysztofa Filipowicza. Pierwsza bramka w historii zdobyta przez Świt na NSR miała być dobrym prognostykiem, niestety dla nich jeszcze przed przerwą Bałtyk zdążył odpowiedzieć, a konkretnie Przemysław Szur precyzyjnym strzałem głową po dośrodkowaniu, po którym piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki.

Druga odsłona była dalej meczem walki toczonym w dość wysokim tempie. Kapitalną okazję do zdobycia drugiego gola dla Świtu miał wprowadzony Charles Nwaogu, który jednak nie zdołał trafić w piłkę zagraną wzdłuż linii bramkowej. Świt miał w tej części gry optyczną przewagę, szczególnie w środkowej strefie boiska, jednak brakowało wykończenia oraz decyzji strzeleckich. Zawodnicy Bałtyku ograniczali się w przeważających fragmentach do gry z kontrataku i należy przyznać, że kontry gdynian były bardzo groźne. Po jednej z nich bramkarz Przemysław Matłoka w sobie tylko wiadomy sposób obronił uderzenie jednego z piłkarzy Bałtyku. W 68 minucie kontra 'Kadłubów' okazała się zabójcza, kiedy to płaskie dośrodkowanie Mateusza Kołodziejskiego na bramkę zamienił Mateusz Kuzimski. Napastnicy Świtu przegrywali większość pojedynków w powietrzu z rosłymi defensorami Bałtyku, więc trener Ozga zaryzykował w końcówce i przesunął do formacji ofensywnej obrońcę Patryka Bila, ten radził sobie już lepiej zgrywając wiele piłek, ale gospodarze skutecznie kradli kolejne cenne sekundy i na wyrównanie zabrakło już czasu.

Tym samym druga porażka wyjazdowa Świtu stała się faktem. Choć sami kibice w Gdyni podkreślali, że skolwinianie byli dotychczas najlepiej grającym rywalem na NSR, jednak obiektywnie należy też przyznać, że Bałtyk był tego dnia zespołem lepszym. Mimo przegranej Świt utrzymał fotel lidera i za tydzień będzie miał kolejną okazje do udowodnienia, że wypadki przy pracy zdarzają się najlepszym, bo wszyscy mamy świadomość że ten zespół stać na znacznie lepszą grę niż wczoraj w Gdyni.

Sobotni mecz był godnym pojedynkiem lidera z wiceliderem. Bałtyk to bardzo mocny fizycznie zespół i głównie tym dominowali, wyszli agresywniejsi, grali u siebie przy głośnym dopingu i to ich niosło. My długo nie mogliśmy złapać swojego rytmu, technicznego, spokojnego grania. W mojej ocenie kluczowym momentem była strata bramki do szatni na 1:1. W bocznej strefie pozwoliliśmy zbyt łatwo na dośrodkowanie i skończyło się golem. Druga połowa była lepsza w naszym wykonaniu, stworzyliśmy dwie groźne sytuacje, mieliśmy wiele stałych fragmentów gry, ale niestety nie byliśmy z nich dzisiaj skuteczni. Rywale bardzo groźnie kontrowali. Uważam, że Bałtyk o tę jedną bramkę był dziś lepszy. Z drugiej strony taki mecz pokazuje, którzy zawodnicy potrafią sobie radzić w takich warunkach, a którzy potrzebują jeszcze trochę więcej czasu i boiskowego doświadczenia. Zadowolony jestem z gry Kuby Hilickiego, który moim zdaniem był najjaśniejszym punktem drużyny. Teraz czeka nas mecz z Polonią Środa i nie pozostaje nam nic innego jak powalczyć w nim o zwycięstwo – powiedział po meczu trener Paweł Ozga.